Aż trudno uwierzyć, co dzieje się z tak ważną sprawą w życiu każdego
człowieka, jaką jest czas. Zwłaszcza, kiedy zostaje się rodzicem. Naprawdę nie
mam pojęcia, jak to się dzieje, że dni uciekają jeden po drugim, plany gdzieś
tam wiszą nad głową, lecz trudno je zrealizować (do tego już chyba się
przyzwyczaiłam), tyle by się chciało, ale trzeba próbować „wrzucić na luz” i
brać życie takie jakie jest w danym momencie, bo w przeciwnym razie utrata
zdrowia psychicznego murowana. I cóż, mimo że kolejne pranie czeka na
poskładanie, kolejne powierzchnie proszą się o pościeranie, kolejne zakupy
muszą się zrobić, łapię głęboki oddech, chwytam za książkę i kilka cukierków –
krówek, bo tak właśnie spotykam się sama ze sobą. I dobrze. Przypominam siebie
już trochę bardziej, co mnie niezwykle cieszy. Jeszcze nie zupełnie panuję nad
tym wrzącym wulkanem codzienności, ale to się raczej nigdy nie wydarzy, więc,
hmmm, niech tam, niech drży, trzęsie się, hałasuje i robi szkody. Usiądę,
wypiję kawę, uśmiechnę się z przekąsem i poczekam aż samo się rozładuje, ot.
Komentarze
Prześlij komentarz