Przejdź do głównej zawartości

Czas oczekiwania

 

    Zaangażowanie i poświęcenie. Teraz będą krążyć mi po głowie te pojęcia. Ponoć to jest klucz do sukcesu. Starać się robić to, co zrobić trzeba, lecz nie poświęcać siebie, pamiętać o swoich potrzebach dla zdrowia psychicznego (własnego i domowników). A tu wiatr w oczy, kolejny raz podnosisz rozrzucone zabawki, przygotowujesz trzy posiłki i biegasz, bo maluch rozsmarowuje jedzonko po świeżej koszulce. A przecież miałaś się wyciszyć,  nie robić wszystkiego w pędzie, na raz, nerwowo i z miną: "wszechświat się na mnie uwziął". Uf. Wdech, wydech. Płacz i poczucie. że jesteś z tym wszystkim sama. Jakoś tak wyszło, że dorzucono ci obowiązków, twoja codzienność się zmieniła, a twój partner nie do końca rozumie, że skoro tobie, to i jemu. I tłumaczy ci, że to minie, dziecko podrośnie i będzie łatwiej, jednocześnie domagając się obiadu, przy czym nie zapyta, naturalnie, czy sama jadłaś, a może, o zgrozo, to on mógłby jednak coś ci przygotować. I nie pojmujesz, po prostu nie mieści ci się w głowie, dlaczego nikt cię nie rozumie. Robisz, co możesz, by zmieniać, usprawniać, reorganizować, tak łatwo się nie poddasz, ale przychodzą chwilę, że siadasz i zastanawiasz się czy to udźwigniesz. 

    Jutro znów zacznie się ten kołowrotek. Złe dni mijają, czekasz na te dobre. Niekiedy ten czas oczekiwania strasznie się dłuży. Niekiedy.  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niedokończony projekt

  Jak zawsze mętlik w głowie. Czyli mamy wtorek. Chyba.  Chciałabym, próbuję twórczo wypełnić czas, więc aplikuję sobie strzępki zdań. Dopominanie się malucha o uwagę nie pozwala na skupienie. I nie wiem czy to jest dobra droga. Słucham o schematach, które wynosimy z domu rodzinnego i nieświadomie przenosimy do własnego, że odgrywamy znane nam role, wyuczone i bezpieczne, co nie znaczy, że dobre. Niemało pracy kosztuje przekucie na kowadle siebie raz jeszcze. Ponoć warto. I sprzeczność między - akceptuj siebie, bądź dla siebie wyrozumiały, nie goń za wyidealizowaną normą, puść się wolno, rób, jak czujesz - a zapełnianie wewnętrznej pustki, konfrontacja z trudnymi emocjami, twórcze działanie, itp. A może nie? Wiem póki co, że nie umiem tego pogodzić. Stwarzam sobie w głowie plan, co zrobić, dla otoczenia, ale również dla siebie, żebym była zadowolona. I gdy mi się nie udaje, gdy napotykam na trudność (Kajtek niezbyt dobrze reaguje na odkurzacz, a miło jest przecież w czystym mi...

Zmieniam się

      Ten projekt, choć to chyba za duże słowo, powstał (powstaje właśnie) z kilku powodów. Po pierwsze, by spróbować ułożyć w głowie natłok myśli. Odkąd zostałam mamą sama siebie nie poznaje. Nie umiem się skupić, gubię wątki w rozmowie, trudne słowa gdzieś uciekają i sama już nie jestem pewna ich znaczeń. Emocje zalewają mnie ogromną falą i trudno sobie z nimi poradzić. Bo chcę dużo, dobrze i naraz, teraz, a nie mam czasu, ciągle coś mnie goni. Nawet w tej chwili maluch wspina się na kanapę i mówi coś po swojemu, w coraz bardziej zniecierpliwionym tonie, więc poziom stresu skacze. Potrzebuję wypracować sobie balans między tym, co muszę, a tym, co chcę, tym, co oczekują inni, a tym, czego sama potrzebuję, by się w tych koniecznościach nie zatracić.      Niejednokrotnie w życiu gubiła mnie ambicja. Choć po prawdzie zawsze pchała mnie do przodu, miała też drugą, ciemniejszą stronę, bo nigdy, rzadko, było wystarczająco na tyle, aby odpocząć, złapać oddech, ci...