Trochę zbyt entuzjastycznie podeszłam do spraw elastyczności czasu. Zbyt wiele chcę naraz, jak zawsze. Nie udało się zadbać o systematyczność wpisów, bo przecież zawsze "coś" trzeba zrobić, a więc waży się w dłoni te wszystkie "coś", albo i nie waży, tylko pospiesznie sięga po pierwsze z brzegu.
Definicja czasu, rozmiar czasu, właściwości czasu... Temat rzeka, gdy zostaje się rodzicem. I cierpliwość przy tym, co się rozciąga, kurczy, wypina na nas, znika, przecieka przez palce. Uf. Nie łatwo zachować rozsądek. Chyba nawet się nie da. Trzeba odpuścić i pokochać siebie w nowej wersji - poirytowanej, puszczającej wiązankę słów różnego pokroju, by para poszła uszami, najlepiej w bok, żeby nikomu się nie dostało.
Nie mam planu, choć planów mam tysiące. Nie mam dziś konceptu, myśli przewodniej. Pozwalam sobie na to nieokiełznanie serca i umysłu, głęboko oddycham i nie oczekuję nic więcej, poza łaskawością bieżącej chwili. Joy.
Komentarze
Prześlij komentarz