Przejdź do głównej zawartości

Frustracje na dziś

 

    Uf. Wróciliśmy z rehabilitacji. Dziecko zasnęło w autobusie. Chyba zmęczyło się płaczem. Nowa twarz najwyraźniej nie przypadła młodemu do gustu, ale przyzwyczai się, mam nadzieję. 

    Ponoć mamy etap lęku separacyjnego. Aha. Być może. Rzeczywiście Kajtek nie jest zadowolony, gdy znikam mu z pola widzenia. Choćby do łazienki. Trudne to. Trudno słuchać głośnych jęków i zawodzeń wielokrotnie w ciągu dnia. Gdy dzień bardziej niż zwykle niewyspany, jeszcze trudniej. Łomocze w głowie i ręce omdlewają, wszystko naraz strajkuje i nie chce się samo robić. Nic nie współpracuje, a na opak, na przekór to jak najbardziej, bardzo proszę. I łezka w oku się kręci, i dusi człeka niemoc i żal, i strach, że nie umiem, źle robię, nie potrafię, a przecież inni to tak dobrze...

    Nie zejdzie ze mnie ciśnienie. Za mało czasu na - usiądź i pomyśl. Nawet do chwil sam na sam muszę się mentalnie przygotować, bo jak mnie zaskoczą, to znów nie wiem, to czy tamto, czytać, pisać, umyć włosy, przygotować produkty na obiad, poćwiczyć, poprasować, hę? 

    Sfrustrowana mama ja. A chciała, chciałaby, potrzebuje spokojności, bardzo, bardzo.



Komentarze

  1. https://www.youtube.com/watch?v=BNfMF7L1B_Q&list=LL&index=3
    Dobra, drugi raz, bo coś nie wyszło. Obejrzyj, może ci będzie lżej się złościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze lżej przypomnieć sobie, że nie musi być różowo... Dziękuję Ci za wsparcie, odwiedziny i bardzo, bardzo za pierwszy TU komentarz.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zmieniam się

      Ten projekt, choć to chyba za duże słowo, powstał (powstaje właśnie) z kilku powodów. Po pierwsze, by spróbować ułożyć w głowie natłok myśli. Odkąd zostałam mamą sama siebie nie poznaje. Nie umiem się skupić, gubię wątki w rozmowie, trudne słowa gdzieś uciekają i sama już nie jestem pewna ich znaczeń. Emocje zalewają mnie ogromną falą i trudno sobie z nimi poradzić. Bo chcę dużo, dobrze i naraz, teraz, a nie mam czasu, ciągle coś mnie goni. Nawet w tej chwili maluch wspina się na kanapę i mówi coś po swojemu, w coraz bardziej zniecierpliwionym tonie, więc poziom stresu skacze. Potrzebuję wypracować sobie balans między tym, co muszę, a tym, co chcę, tym, co oczekują inni, a tym, czego sama potrzebuję, by się w tych koniecznościach nie zatracić.      Niejednokrotnie w życiu gubiła mnie ambicja. Choć po prawdzie zawsze pchała mnie do przodu, miała też drugą, ciemniejszą stronę, bo nigdy, rzadko, było wystarczająco na tyle, aby odpocząć, złapać oddech, ci...

Gdzie się podział mój czas?

       Aż trudno uwierzyć, co dzieje się z tak ważną sprawą w życiu każdego człowieka, jaką jest czas. Zwłaszcza, kiedy zostaje się rodzicem. Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że dni uciekają jeden po drugim, plany gdzieś tam wiszą nad głową, lecz trudno je zrealizować (do tego już chyba się przyzwyczaiłam), tyle by się chciało, ale trzeba próbować „wrzucić na luz” i brać życie takie jakie jest w danym momencie, bo w przeciwnym razie utrata zdrowia psychicznego murowana. I cóż, mimo że kolejne pranie czeka na poskładanie, kolejne powierzchnie proszą się o pościeranie, kolejne zakupy muszą się zrobić, łapię głęboki oddech, chwytam za książkę i kilka cukierków – krówek, bo tak właśnie spotykam się sama ze sobą. I dobrze. Przypominam siebie już trochę bardziej, co mnie niezwykle cieszy. Jeszcze nie zupełnie panuję nad tym wrzącym wulkanem codzienności, ale to się raczej nigdy nie wydarzy, więc, hmmm, niech tam, niech drży, trzęsie się, hałasuje i robi szkody....

Jesienne nastroje

  Spostrzeżenia październikowe takie oto są. Dzieci mijane na spacerze zawsze jakieś takie ładnie ubrane, okutane szczelnie szalikiem, czapą, kocykiem, którego nie skopują, z wzutymi bucikami, których się nie pozbywają, ciche i grzeczne, współpracujące z rodzicem, chłonące promienie słońca w spokoju i skupieniu, z namaszczeniem wręcz. A my pobudzeni, pobrudzeni, zrzucający kocyk i buciki, ściągający czapeczki, szaliki, które, jak już chwilę sobie pobędą tam gdzie trzeba, to krzywe jakieś, spadające, bo w pośpiechu poprawiane itp. No cóż. Zapewne widzi się to, co chce się zobaczyć. Może wiele matek dokopuje sobie w myślach, że nie są dostatecznie dobre i zorganizowane, bo przecież cudze bobasy takie rozkoszne, a mój wysmarowany resztkami kaszki, bo zapomniałam skontrolować buziaka przed wyjściem, czy tam coś, spodenki też jakieś przybrudzone, choć dopiero przecie zakładałam. I jak to jest, że te ciuszki po bracie tak ubogo się prezentują, a u ludzi to same zary, haemy, z wystawy, no...