Przejdź do głównej zawartości

Niedokończony projekt

 

Jak zawsze mętlik w głowie. Czyli mamy wtorek. Chyba. 

Chciałabym, próbuję twórczo wypełnić czas, więc aplikuję sobie strzępki zdań. Dopominanie się malucha o uwagę nie pozwala na skupienie. I nie wiem czy to jest dobra droga. Słucham o schematach, które wynosimy z domu rodzinnego i nieświadomie przenosimy do własnego, że odgrywamy znane nam role, wyuczone i bezpieczne, co nie znaczy, że dobre. Niemało pracy kosztuje przekucie na kowadle siebie raz jeszcze. Ponoć warto. I sprzeczność między - akceptuj siebie, bądź dla siebie wyrozumiały, nie goń za wyidealizowaną normą, puść się wolno, rób, jak czujesz - a zapełnianie wewnętrznej pustki, konfrontacja z trudnymi emocjami, twórcze działanie, itp. A może nie?

Wiem póki co, że nie umiem tego pogodzić. Stwarzam sobie w głowie plan, co zrobić, dla otoczenia, ale również dla siebie, żebym była zadowolona. I gdy mi się nie udaje, gdy napotykam na trudność (Kajtek niezbyt dobrze reaguje na odkurzacz, a miło jest przecież w czystym mieszkaniu), reaguję złością. I wiem, że takie zachowania wyniosłam z dzieciństwa, lecz tego dławienia w gardle, narastającej furii, nie potrafię opanować. Przez to znów jest mi przykro i koło się zamyka. 

Mimo wszystko, co brzmi bardzo pesymistycznie, jakbym toczyła wielki głaz (takie "mimo wszystko"), życie jest po to, żeby próbować. Potykać się, czołgać nieraz, ale próbować. Nie ma chyba ważniejszych rzeczy niż stwarzanie siebie co chwila, w każdym momencie, realizacja niedokończonego projektu, jakim jest nasza własna osoba. Mam świadomość, że Kajetan już bacznie obserwuje, uczy się i chłonie. Chciałabym być dla niego dobrą mamą, a dla siebie - dobrym człowiekiem. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czas oczekiwania

      Zaangażowanie i poświęcenie. Teraz będą krążyć mi po głowie te pojęcia. Ponoć to jest klucz do sukcesu. Starać się robić to, co zrobić trzeba, lecz nie poświęcać siebie, pamiętać o swoich potrzebach dla zdrowia psychicznego (własnego i domowników). A tu wiatr w oczy, kolejny raz podnosisz rozrzucone zabawki, przygotowujesz trzy posiłki i biegasz, bo maluch rozsmarowuje jedzonko po świeżej koszulce. A przecież miałaś się wyciszyć,  nie robić wszystkiego w pędzie, na raz, nerwowo i z miną: "wszechświat się na mnie uwziął". Uf. Wdech, wydech. Płacz i poczucie. że jesteś z tym wszystkim sama. Jakoś tak wyszło, że dorzucono ci obowiązków, twoja codzienność się zmieniła, a twój partner nie do końca rozumie, że skoro tobie, to i jemu. I tłumaczy ci, że to minie, dziecko podrośnie i będzie łatwiej, jednocześnie domagając się obiadu, przy czym nie zapyta, naturalnie, czy sama jadłaś, a może, o zgrozo, to on mógłby jednak coś ci przygotować. I nie pojmujesz, po prostu ni...

Zmieniam się

      Ten projekt, choć to chyba za duże słowo, powstał (powstaje właśnie) z kilku powodów. Po pierwsze, by spróbować ułożyć w głowie natłok myśli. Odkąd zostałam mamą sama siebie nie poznaje. Nie umiem się skupić, gubię wątki w rozmowie, trudne słowa gdzieś uciekają i sama już nie jestem pewna ich znaczeń. Emocje zalewają mnie ogromną falą i trudno sobie z nimi poradzić. Bo chcę dużo, dobrze i naraz, teraz, a nie mam czasu, ciągle coś mnie goni. Nawet w tej chwili maluch wspina się na kanapę i mówi coś po swojemu, w coraz bardziej zniecierpliwionym tonie, więc poziom stresu skacze. Potrzebuję wypracować sobie balans między tym, co muszę, a tym, co chcę, tym, co oczekują inni, a tym, czego sama potrzebuję, by się w tych koniecznościach nie zatracić.      Niejednokrotnie w życiu gubiła mnie ambicja. Choć po prawdzie zawsze pchała mnie do przodu, miała też drugą, ciemniejszą stronę, bo nigdy, rzadko, było wystarczająco na tyle, aby odpocząć, złapać oddech, ci...