Jak zawsze mętlik w głowie. Czyli mamy wtorek. Chyba.
Chciałabym, próbuję twórczo wypełnić czas, więc aplikuję sobie strzępki zdań. Dopominanie się malucha o uwagę nie pozwala na skupienie. I nie wiem czy to jest dobra droga. Słucham o schematach, które wynosimy z domu rodzinnego i nieświadomie przenosimy do własnego, że odgrywamy znane nam role, wyuczone i bezpieczne, co nie znaczy, że dobre. Niemało pracy kosztuje przekucie na kowadle siebie raz jeszcze. Ponoć warto. I sprzeczność między - akceptuj siebie, bądź dla siebie wyrozumiały, nie goń za wyidealizowaną normą, puść się wolno, rób, jak czujesz - a zapełnianie wewnętrznej pustki, konfrontacja z trudnymi emocjami, twórcze działanie, itp. A może nie?
Wiem póki co, że nie umiem tego pogodzić. Stwarzam sobie w głowie plan, co zrobić, dla otoczenia, ale również dla siebie, żebym była zadowolona. I gdy mi się nie udaje, gdy napotykam na trudność (Kajtek niezbyt dobrze reaguje na odkurzacz, a miło jest przecież w czystym mieszkaniu), reaguję złością. I wiem, że takie zachowania wyniosłam z dzieciństwa, lecz tego dławienia w gardle, narastającej furii, nie potrafię opanować. Przez to znów jest mi przykro i koło się zamyka.
Mimo wszystko, co brzmi bardzo pesymistycznie, jakbym toczyła wielki głaz (takie "mimo wszystko"), życie jest po to, żeby próbować. Potykać się, czołgać nieraz, ale próbować. Nie ma chyba ważniejszych rzeczy niż stwarzanie siebie co chwila, w każdym momencie, realizacja niedokończonego projektu, jakim jest nasza własna osoba. Mam świadomość, że Kajetan już bacznie obserwuje, uczy się i chłonie. Chciałabym być dla niego dobrą mamą, a dla siebie - dobrym człowiekiem.
Komentarze
Prześlij komentarz