To był trudny i zaskakujący rok. Zaskoczyły mnie okoliczności, ale i sama siebie potrafiłam zadziwić. No i przede wszystkim ten mały człowiek zaskakiwał mnie wiele razy, uczył cierpliwości, tego, że zmiana tempa życia jest dobra i możliwa, zależnie od momentu, empatii, czułości, odpowiedzialności, sumienności, domyślności, hmmm, nie sposób tego wymienić. W sobotę rozdałam talerzyki, zapaliłam świeczkę, odśpiewałam "Sto lat", pomyślałam życzenie "w imieniu", zdmuchnęłam płomyk razem z młodym, wybiegłam myślami w przyszłość, wróciłam w przeszłość, otuliłam się w tu i teraz, przyciskając do piersi to moje małe szczęście.